W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Można dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej polityce prywatności.

×
antykwariat@suszek.com.pl
Suszek Books. Więcej niż antykwariat
Suszek Books
Więcej niż antykwariat
Facebook Aukcje Suszek Books na Allegro

Dlaczego Orwell się mylił – „Wspomnienia księgarskie”.

2019-10-02

Mam dla Was dwie wiadomości. Obie są złe. Pierwsza jest taka, że Orwell nie mylił się co do ustrojów totalitarnych i miejsca jednostki w zbrodniczym systemie. Druga jest taka, że mylił się pisząc „wielkie sieci księgarskie nigdy nie będą w stanie wyprzeć niezależnych księgarń”. Mogą. Wielka Brytania jest tego najlepszym przykładem. Polska zresztą też ma już niejakie doświadczenie na tym polu.

Ale po kolei. George Orwell, właściwie Eric Arthur Blair (ur. 25 czerwca 1903, zm. 21 stycznia 1950) – pisarz i publicysta angielski, uczestnik hiszpańskiej wojny domowej. Często uznawany za najlepszego kronikarza angielskiej kultury XX wieku. Orwell pisał m.in. powieści i felietony. Jego dwa najsłynniejsze dzieła, które zapewniły mu miejsce w kulturze masowej to Rok 1984 i Folwark Zwierzęcy. Mnie ostatnio wpadł w ręce zbiór esejów wydany w Polsce na początku lat 90-tych, w którym znajduje się wyjątkowo dla mnie interesujący tekst „Wspomnienia księgarskie”. I tu chciałbym pozwolić sobie na drobną anegdotę, ponieważ wydaje mi się ona wyjątkowej urody historią.

Wstyd przyznać, ale o „Wspomnieniach księgarskich” Orwella dowiedziałem się niedawno, czytając książkę „Pamiętnik księgarza” Shauna Bythella. Wcześniej nie miałem pojęcia, że Orwell pracował w księgarni i że popełnił o tym esej. Od razu dotarłem do tekstu po angielsku, nie wiedziałem jednak, że tekst został przetłumaczony na język polski, z ferworem godnym lepszej sprawy, zacząłem tłumaczyć angielski tekst (na własne potrzeby) i poprosiłem siostrę o przetłumaczenie tego i innych tekstów George`a. „Chodź wydamy Orwella, będziemy bogaci”. Tak szybko jak się do tego pomysłu zapaliłem, zdążyłem zapalić się do paru innych rzeczy (kilka będziemy realizować w najbliższym czasie) więc Bookshop memories trafiło do folderu „Pink Panther” (to do, to do, to do, to do, to do to do, to dooooo….) i wyleciało mi z głowy… Kilka tygodni później, nie wiem czy mieszał w tym palce jakiś SzatAnioł, czy to tylko kwestia synchroniczności, a może zwykły przypadek, wpadła mi w ręce książka „George Orwell. Eseje” wydawnictwa Panaceum (chyba już nawet nie istnieje), na którą składają między innymi „Wspomnienia księgarskie”. Uradowany sięgnąłem po tłumaczenie Pani Elżbiety Jasińskiej i przeczytałem jednym tchem, mimo że sam przetłumaczyłbym pewne fragmenty zupełnie inaczej. Z angielskiego oryginału tchną niesamowite pokłady ironii, jeżeli ktoś rozumie ten błyskotliwy sposób przedstawienia codziennej pracy księgarza, momentami, może uśmiać się do łez, natomiast z polskiej wersji językowej wyziera jedynie grobowy chłód i ostateczne zniechęcenie do tego zawodu,. Ale to temat na zupełnie inny wpis.

Wracając do tematu tego wpisu i moich przemyśleń oraz złych wiadomości. GO był niesamowicie błyskotliwym obserwatorem, który doskonale zdiagnozował główne zagrożenia dla jednostki w świecie różnych utopii społecznych i totalitaryzmów. W bardzo dosadny w Roku 1984 i alegoryczny w Folwarku Zwierzęcym, sposób pokazał, w którą stronę świat nie powinien pójść. Niestety poszedł. I żyjemy sobie w mieszance najczarniejszych snów Orwella, Zamiatina, Lema, Huxleya, Asimova i Bradbury`ego (chociaż tego ostatniego jest chyba w naszej rzeczywistości najmniej). Do tego mamy szanse na obejrzenie końca naszej cywilizacji (przynajmniej ludzie, którzy do tej pory nie ukończyli 40 lat). To też temat na osobny wpis. Może nawet traktat pod tytułem „Globalna polityka. Dlaczego pozwoliliśmy tak wszystko spierdolić”.

Niemniej karnawał trwa. Żyjemy podobno w najlepszym możliwych światów, a formalnie jesteśmy mieszkańcami świata tzw. pierwszego (pod względem ekonomicznym). Tak więc dopóki mamy pieniądze i nasza cywilizacja istnieje możemy korzystać z największego wynalazku ludzkości. Czyli z książek. Możemy je wypożyczać z bibliotek, ściągać na urządzenia mobilne itd. Ale najlepiej je kupować. Nic nie przydaje większego splendoru naszemu jestestwu, nic nas bardziej nie uszlachetnia i nie podnosi naszej wartości materialnej oraz duchowej tak jak własna, prywatna biblioteka. Jeżeli jesteście niezależni finansowo, nie musicie się co miesiąc przenosić z mieszkania do mieszkania, ani co roku do innego miasta za pracą, najmądrzejsze co możecie zrobić, to kupować książki. I czytać je oczywiście. I przeglądać. I dbać, żeby miały cały czas nowe towarzystwo. Ale to temat na zupełnie inny wpis.

Najważniejsze w tym co chciałem napisać jest to, że książki kupuje się w księgarni (lub antykwariacie, nawet lepiej w antykwariacie bo tam najczęściej są takie, których nie ma w księgarni). I tu dochodzimy do sedna tego tekstu, do drugiej złej wiadomości. Księgarzy można zastąpić – biorąc pod uwagę poziom, niektórych sprzedawców książek, nawet średnio ogarniętymi szympansami, a księgarnie tzw. niezależne nie są w stanie przetrwać naporu taniej książki oraz dużych sieci księgarskich. Kiedy sam prowadziłem antykwariat stacjonarny wydawało mi się, że to co właśnie napisałem to herezja. Że dobrze zorganizowany antykwariat / księgarnia samotnie może stanąć do walki z tzw. Wolnym Rynkiem. Nie może. Stacjonarne, niezależne antykwariaty i księgarnie, prowadzone przez księgarzy z prawdziwego zdarzenia, którzy do tego znają się na zarządzaniu, marketingu i pracach wykończeniowych, nie są w stanie wytrzymać zwykłej wolnorynkowej konkurencji z dużymi, nastawionymi na masę sieciami księgarskimi, hurtowniami i sklepami internetowymi. Jedyne co trzyma takie instytucje przy życiu to pasja garstki ludzi, którzy postanowili rzucić wyzwanie światu. Ludzie, którzy przełamali w sobie, opisywany przez Orwella, wstręt do: kurzu, upierdliwych klientów, niesfornych pracowników, nieuczciwej konkurencji itd. A takich ludzi jest coraz mniej (prawie jak wiedźminów…) To, że dzięki inicjatywie wielu bardzo fajnych ludzi i instytucji księgarnie przeżywają (bo chyba przeżywają) swój renesans (w Europie), nie zwalnia nas od czujności, ponieważ zawsze może być gorzej. Brave yourself, Winter is coming!

ŁS



P.S. Nie chciałem, żeby ten tekst wyszedł taki pesymistyczny. To samo jakoś tak wyszło…

P.S. 2 W najbliższym czasie pozwolę sobie wrzucić do tekstu więcej zdjęć i może nawet swoje tłumaczenie Bookshop memories jako osobnego wpisu.